Wypis uchodźców do lasu? To chore – rozmowa z medyczką z Grupy Granica – Przy Słowie #30

Żaden lekarz nie powinien być stawiany w takiej sytuacji: jeżeli wypis, to do lasu. Dziś medyków stawia się przed takim wyborem. To chore – mówiła lekarka szpitala w Bielsku Podlaskim. Paulina Bownik ratuje zdrowie i życie migrantom oraz uchodźcom przetrzymanych na polsko-białoruskiej granicy.

Od kilku tygodni migranci i uchodźcy trafiają na Szpitalny Oddział Ratunkowy szpitala w Bielsku Podlaskim, bo w szpitalu w Hajnówce brakuje już miejsc. Co się z nimi dzieje?

Co się dzieje z nimi, jest bardzo problematycznym tematem – mówiła Bownik w „Przy Słowie”. – Żaden lekarz, żadna pielęgniarka nie chce, nie wyobraża sobie takiej sytuacji, że pacjent, który jest w złym stanie, po wypisie, trafia z Szpitalnego Oddziału Ratunkowego do lasu, gdzie jest mokro, zimno, będzie głodował. Pierwsi pacjenci, którzy do nas trafili, właśnie tak skończyli – wywieziono ich do lasu. To było trzech młodych mężczyzn, którzy od 10 dni nie jedli, pili wodę z kałuży, odwodnieni, wyniszczeni. Policja zabrała ich z SORu na posterunek, a stamtąd przeniesiono ich do strażnicy do Dubiczach Cerkiewnych, po czym, wyrzucono do lasu. Mimo że mieli złożone wszystkie dokumenty niezbędne do ubiegania się o ochronę międzynarodową, mimo tego że wyrazili wolę ubiegania się o azyl – opowiedziała lekarka.

Kryzys uchodźczy ujawnia różne postawy personelu medycznego

Od kiedy zaczął się kryzys uchodźczy, niestety, obserwujemy mnóstwo różnych postaw personelu medycznego. Poczynając od takich sytuacji, kiedy medycy, szkodzą pacjentom, poprzez takie sytuacje i miejsca, jak szpital w Hajnówce, czy szpital w Bielsku Podlaskim, gdzie pracują osoby, które działają w interesie pacjenta i starają się mu zapewnić jak najlepszą opiekę – podkreśliła Paulina Bownik.

Pacjenci w złym stanie wypisywani są ze szpitala i trafiają, zamiast do bezpiecznego, miejsca, do lasu, jak w Bielsku Podlaskim, gdzie: trzej mężczyźni trafili do nas na SOR, na kilka godzin, po czym zostali wywiezieni do lasu – mówiła Bownik.

Tak było z człowiekiem w skrajnej hipotermii:

Ten mężczyzna, po ogrzaniu miał temperaturę głęboką 32 stopnie Celsjusza. Ten człowiek został najpierw zaopatrzony przeze mnie, później przez zespół Medyków na Granice (…) w stanie ciężkim został wypisany ze szpitala po kilku godzinach – opowiedziała medyczka.

Lekarze drą więc wypisy i zostawiają uchodźców na oddziale najdłużej jak mogą.

Nie do ośrodka ds. cudzoziemców, ale do lasu

Paulinie Bownik leży na sercu los dwóch kobiet, które przebywają teraz na SOR w Bielsku. Jak mówi: One powinny być wypisane już dziś rano. Natomiast ze strony funkcjonariuszy Straży Granicznej padła sugestia, że nie zostaną one zabrane do ośrodka ds. cudzoziemców, ale trafią do lasu. W tej sytuacji właśnie nie zostały wypisane. Prawdopodobnie nastąpi to jutro rano. Obawiam się bardzo o te kobiety, które nie są w dobrym stanie ani fizycznym ani psychicznym. Jedna z nich była bita, ma rany na stopach, ma siniaki. Białoruscy pogranicznicy często tak robią, że przerzucają kładkę nad drutem kolczastym, biją ludzi pałkami po nogach, żeby przechodzili.

Druga z tych kobiet ma zapalenie oskrzeli, otrzymuje antybiotyk. Natomiast jest w bardzo złym stanie psychicznym, ponieważ szukamy intensywnie jej dwuletniego dziecka. Ściśle rzecz biorąc, to jest jej wnuk, ale ona przysposobiła sobie to dziecko. Bez przerwy mówi o tym dziecku, mówi, że jeśli się nie znajdzie, to ona się zabije. Mówi, że to dziecko było w strasznym stanie – nie reagowało. Szukałam go w okolicznych szpitalach, niestety, na razie się nie udało. Dokładamy wszelkich starań, różnymi kanałami, żeby odnaleźć tego chłopczyka – relacjonuje lekarka.

Potrzebujemy pomagać w strefie stanu wyjątkowego. Brakuje nam podpisu ministra Kamińskiego

Dr Jakub Sieczko w jednym z wywiadów powiedział, że jako grupa Medycy na Granicy mają wszystko, żeby móc ratować ludzkie życie w tej tragicznej sytuacji. Mają profesjonalną kadrę medyczną, sprzęt medyczny, leki, pieniądze na kupno niezbędnych rzeczy. Nie mają podpisu ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, Mariusza Kamińskiego. Nie mogę wyjechać w strefę stanu wyjątkowego.

Jest to paranoja – mówi Paulina Bownik. – Absolutnie Medycy na Granicy, nie wjeżdżając do strefy stanu wyjątkowego, absolutnie się nie nudzą. Mają bardzo dużo pracy poza strefą. To, jak mnóstwo mają oni wyjazdów na terenie przygranicznym poza strefą stanu wyjątkowego, pokazuje nam skalę tego, co się dzieje, może być dla nas namiastką tego, co dzieje się w strefie – dodaje.

Jak podkreśla Bownik: W strefie zostają głównie kobiety w ciąży, dzieci, osoby, które są zbyt słabe, żeby z tej strefy wyjść, którym jest niezbędna pomoc medyczna.

Medyczka zauważa, że cudzoziemcy na terenie przygranicznym przede wszystkim śmiertelnie się boją. Zarówno osób ubranych po cywilnemu, jak i osób w mundurach. Oni się chowają, nawet wtedy, kiedy są w bardzo złym stanie zdrowia. Robią wszystko, żeby ich nie zauważyć. Z tego powodu bez wątpienia byłoby bardzo korzystne, żeby wpuścić w strefę Medyków na granicę, którzy nie są karetką systemową, którzy już uchodźcom pomagają – mówi Paulina Bownik.

Paulina Bownik zabiegała o to, by móc udzielić pomocy medycznej grupie przetrzymywanej w Usnarzu Górnym. Teraz pomaga i ratuje uchodźców poza strefą stanu wyjątkowego. Działa z Grupą Granica.