Marzę o tym, żebyśmy „zagłodzili” spalarnie śmieci – mec. Maciej Kiełbus – Przy Słowie #23

Chciałbym, żebyśmy funkcjonowali tak, żeby nie było czego spalać. – powiedział mecenas Maciej Kiełbus, specjalista w zakresie gospodarki odpadami, ekspert Związku Miast Polskich. – Mam do siebie wyrzut, że dałem się trochę zafiksować, bo przez ostatnie 10 lat bardzo dużo rozmawialiśmy o tym, do którego kubełka, w jakim kolorze, wrzucić który odpad. Ale bardzo mało mówiliśmy o tym, że politykę odpadową, definiuje to, jak zachowamy się w sklepie – przyznał w 23. odcinku „Przy Słowie”.

Spalarnia śmieci to trujący przeżytek?

Mamy z jednej strony ekspertów naukowych, którzy wskazują, że elektrociepłownie są niezbędne jako swoisty element domknięcia systemu, swoisty pomnik naszej porażki, wynikający z tego, że cały czas wytwarzamy odpadamy, z którymi nie mamy, co zrobić. Bo oczywiście, w idealnym świecie, całość odpadów, które wytwarzamy podlega recyklingowi i nic nie trafia na składowisko. – odpowiedział mecenas Maciej Kiełbus na pytanie o projektowaną budowę spalarni odpadów na granicy Wrocławia, w gminie Wisznia Mała. – Tak jest w idealnym świecie. W praktyce, niestety, na skutek różnego rodzaju czynników, ze względu na to, jak produkty są projektowane, jak są produkowane, w jaki sposób je konsumujemy, pojawia się grupa odpadów, która do recyklingu się nie nadaje. Pojawia się pytanie, co z nią zrobić – dodał.

Mecenas Kiełbus, który był kolejnym gościem cyklu „Przy Słowie” stwierdził, że marzy o tym, żeby spalarnie „zagłodzić”. Jego zdaniem nie ma dziś jednak na to szans:

Wytwarzamy produkty, myśląc o jak najniższym koszcie, nie myśląc o konsekwencjach ekologicznych. Gospodarka obiegu zamkniętego zaczyna się na desce kreślarskiej, na desce projektowej. My najpierw projektujemy, produkujemy, zmieniamy nasze zachowania prokonsumenckie, dopiero potem mamy do czynienia z odpadami.

Jak mówi:

Pierwszym, najważniejszym przykazaniem dla każdego z nas jest to, by zapobiegać powstawaniu odpadów. Ale my jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym. My jako Polacy wciąż jesteśmy na dorobku, my cały czas pod względem ilości odpadów jesteśmy poniżej tych średnich zachodnioeuropejskich i ilość odpadów w Polsce wzrasta. 

Zafiksowaliśmy się na kolorach kubełków

Zdaniem Kiełbusa mamy w Polsce deficyt działań związanych z gospodarką obiegu zamkniętego:

Od 10 lat, od początku tzw. rewolucji odpadowej, zajmuję się gospodarką odpadami (…) Mam do siebie wyrzut, że dałem się trochę zafiksować, bo przez te 10 lat bardzo dużo rozmawialiśmy o tym, do którego kubełka, w jakim kolorze, wrzucić który odpad. Ale bardzo mało mówiliśmy o tym, że gospodarkę, że politykę odpadową definiuje to, jak zachowam się w sklepie. Czy stojąc przez półką, wezmę plastikową reklamówkę. Czy kupię reklamówkę bawełnianą, papierową, foliową.

Ekspert Związku Miast Polskich zauważa duże zaległości i zaszłości na etapie projektowania polityki odpadowej, jak mówi: Przez te zaszłości na etapie projektowania, zatrzymaliśmy się na etapie postępowania z odpadami, które powstają. I z nimi musimy coś zrobić.

Dlatego potrzebujemy dziś m.in. edukacji:

Powinniśmy zacząć od edukacji. Jestem gorącym zwolennikiem edukacji ekologicznej na każdym możliwym poziomie. I to edukacji kompleksowej – komentował mec. Maciej Kiełbus. – Nie możemy osobno mówić o odpadach, osobno o gospodarce wodnej, widzimy przecież, że to jest ze sobą połączone. Widzimy, że kwestie emisyjne wpływają na gwałtowne opady deszczu. Więc ta edukacja od najmłodszego, powtarzana na każdym etapie, jest czymś absolutnie niezbędnym.

Czy w roku 2041 będziemy mieć co spalać?

Kiedy rozmawiam z samorządowcami, zachęcam ich do jednego, podstawowego działania. Do tego, żeby zastanowić się nad tym, nie co dzisiaj będziemy spalać, co mamy do spalenia w roku 2021 r., ale co mamy do spalenia za 20 czy za 25 lat – mówi Maciej Kiełbus.

Jego zdaniem podstawowe jest dziś pytanie: czy będziemy mieć co termicznie przekształcać w roku 2041?

Jak zauważa, nie mamy wiedzy, jaki będzie funkcjonował model konstrukcyjny za 20 lat, nie wiemy, z jakimi produktami będziemy mieli do czynienia. Zwraca również uwagę na ogromne nadzieje związane z wprowadzeniem systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP).

ROP to pojęcie, które odnosi się do ponownego wykorzystania odpadów i zapobiegania ich powstawaniu, recyklingu oraz innych form odzysku. Chodzi o to, aby producenci czy importerzy towarów partycypowali w kosztach zagospodarowania odpadów, które powstają z tego produktu. Mechanizm ten ma z założenia skłaniać firmy produkcyjne do tego, aby odpadów było jak najmniej lub aby można je było jak najłatwiej przetwarzać.

Obecnie funkcjonuje quasi-system związany z odpowiedzialnością za wprowadzanie do obrotu produktów i związanym z tym powstawaniem odpadów. Na przykład importując na rynek lodówki, należy zapewnić ich recykling. Przedsiębiorcy mogą przenieść ten obowiązek na organizacje odzysku, które dają im gwarancję wywiązania się z obowiązków prawnych.

Róbmy okrągłe stoły odpadowe

Okrągłe stoły odpadowe, do których ja od lat namawiam, pozwalają wypracować rozwiązanie nie idealne, bo rozwiązań idealnych nie ma, ale pozwolą spojrzeć na określone rozwiązania z różnych perspektyw – zachęca Kiełbus.

Jak mówi:

Kluczowym elementem jest dialog i pełna transparentność. Złym rozwiązaniem jest próba kamuflowania, wychodzenia z tą informacją na ostatniej prostej. (…) Prawda jest taka, jak w każdej dziedzinie naukowej: nie ma jednej słusznej teorii. Znajdziemy osoby z tytułami naukowymi, które spalarni będą broniły, jak i osoby, które będą negowały potrzebę tego typu rozwiązania. Dlatego ten dialog i rozmowa są niezbędne. W innych miastach organizowane są spotkania, okrągłe stoły, debaty, tak żeby mieszkańcy mogli przyjść, zapytać i uzyskać informacje.

We Wrocławiu rozmów i transparentności zdecydowanie zabrakło.